czwartek, 28 kwietnia 2016

El omlet!

Powraca do Was pierwsza blogerka (phhh), która ma więcej wpisów w wersji roboczej niż ktokolwiek. Mnie chyba był potrzebny zeszyt, żeby się wyżalić, a nie blog... Niektóre wpisy kiedyś pewnie ujrzą światło dzienne, ale teraz nie pora na to. Dzisiaj jest pora na omlet! 

Ten przepis męczę od lat i jeszcze mi się nie znudził. Na słodko i wytrawnie, niezawodnie, szybko i tanio. Można w nim wykorzystać resztki warzyw, antipasti, czy zupełnie nic nie dodawać, posypać cukrem pudrem, polać jogurtem, wszystko można! 



(Omlet na zdjęciu zawiera:
świeżą bazylię, mozzarellę, oliwki, suszone i świeże pomidory, parmezan. Leci już ślinka? :D).

BAZA
2 jajka
2 łyżki mąki
2 łyżki jogurtu naturalnego (lub śmietany, lub owocowego jogurtu, jeśli ma być na słodko, z serkiem homogenizowanym będzie smakował "sernikowo")
szczypta proszku do pieczenia (można pominąć)
szczypta soli (można pominąć)
łyżka masła do smażenia

(Kiedyś, dawno temu, jak się odchudzałam, mieliłam na puch otręby owsiane i używałam tego zamiast mąki, też dawał radę! :)

Gdy patelnia rozgrzewa się na średnim ogniu... 
Wszystko robię w jednej misce, ubijam pianę z białek, na to wrzucam resztę składników, mieszam i sru na patelnię.  Dorzucam dodatki, jeśli jakieś mam, przykrywam. 
(Generalnie powinno się zmiksować składniki i do tego domieszać delikatnie ubitą pianę, ale to oznacza zmywanie jednej miski więcej... ;))



Kiedy spód się zrumieni - odwracam. Trzeba zrobić to zdecydowanym ruchem inaczej kicha, omlet się rozpadnie. Ale to naprawdę nie jest trudne! :)

Zrumienić drugą stronę i gotowe!



Z bananami, na słodko? Komu? :)