piątek, 30 września 2016

#czarnyprotest


Serce mi rośnie na myśl, że zdążyłam uciec z tego co raz durniej rządzonego kraju. Polacy obawiają się islamskich terrorystów posiadając przecież mnóstwo swoich własnych, katotalibów, którzy mają ogromny wpływ na pogorszenie jakości życia wszystkich! Bo to, co teraz dzieje się w sejmie, nie odbije się tylko na kobietach, ale i na mężczyznach. Rządzący wkupują się w łaski kościoła zapewniając sobie poparcie z ambon. Oni nie muszą się martwić, że ich żony, córki czy synowe ucierpią. Ich stać, by na lewusa wyskrobać co będzie uszkodzone, lub niechciane. I zrobią to w cywilizowany sposób, bo mają na to forsę. Jednocześnie na kolanach z krzyżem w dłoni będą tego zabraniać innym. "Szaraki" też zejdą do podziemia, ale już niekoniecznie zdani na specjalistów, będą się działy cyrki i cuda. Źle się będzie działo!

3 lata temu mijał rok, jak staraliśmy się o dziecko. Uznałam, że to ten czas, że już pora. Przez rok nic. Płakałam już u lekarza, że coś ze mną nie tak! Śmiał się ze mnie, że w Niemczech średnia wieku, kiedy kobiety zostają matkami to 36 lat, zatem mam jeszcze sporo czasu.  Odpuściłam. To chyba kluczowe, bo jak się okazało zaszłam w ciążę. Po okresie leciały ze mnie skrzepy, podciągnęłam to pod miesiączkę, ale po dwóch tygodniach przestało to wyglądać normalnie. Do tego nie wyciągałam łba z lodówki, bo byłam nieustannie głodna. Badanie moczu, USG - "jest pani w ciąży. POZAMACICZNEJ. Proszę niezwłocznie udać się do szpitala, to niebezpieczne". Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że śmiertelnie. Nie bardzo miałam pojęcie czym jest ciąża pozamaciczna. Nie byłam świadoma, że robiąc kilka kilosów z buta szukając oddziału, gdzie mnie przyjmą, narażam się na wykrwawienie. Kazał iść do szpitala, to poszłam. Jak tylko dotarłam na miejsce pierwsze co zrobili, to położyli mnie na łóżku i zabronili się ruszać! Jakbym nie jadła chwilę wcześniej kebsa, to miałabym laparoskopię od ręki.
Nie myślałam wtedy, że jestem w ciąży. Jednego dnia byłam, zupełnie się tego nie spodziewając, a drugiego przestałam, bo z mojego jajowodu usunięto coś, co mogło mnie zabić. Dopiero jak urodziła się Lena przeszło mi przez myśl, że mogłam mieć zupełnie inne dziecko, gdyby wszystko poszło jak pójść powinno. Widocznie miała urodzić się Lenka, a nie kto inny. Nie narzekam. I nie mieszam w to kolesia, którego nikt nie widział.

Teraz natomiast zastanawiam się nad czymś innym. Czy będąc w Polsce z tym samym problemem otrzymałabym pomoc? Czy może nawiedzeni medycy zasłonili by się klauzulą sumienia i kazali mi donosić coś, czego donosić się nie da? Czy na czas dowiedziałabym się, że komórka zagnieździła się w złym miejscu?

Chciałabym, żeby w kobiecych trzewiach pojawiały się tylko zdrowe i upragnione dzieci, ale tak nigdy nie będzie. Jak można kazać zgwałconej kobiecie rodzić dziecko oprawcy? Jak można twierdzić, że tylko spłodzone dziecko jest po gwałcie ofiarą? Czy wyprane katolickie mózgi nie splamią się choćby krztyną rozsądku? Litość dla komórek, gamet, zygot, dla dzieci, które umierają zaraz po urodzeniu, bo nie miały połowy czaszki itp. Lub te, które zostaną skazane na porzucenie z racji kalectwa lub tatusia gwałciciela i wielu innych - jest. Kwestia życia dziecka z wadami lub sieroty państwo już jakby mniej interesuje. Kobieta zaś to tylko inkubator bez uczuć, życia, sumienia, dla niej litości nie ma. Politycy wycierają sobie mordę aborcją, jakby to było mycie zębów. Jakby każda kobieta robiła to co najmniej raz w roku, bez zastanowienia, "ojej wpadłam, to idziemy skrobać"! Nie ma większej bzdury niż to pieprzenie. Poza tym, gdyby kobiety tak faktycznie robiły, to kto siedziałby teraz w sejmie i palił głupa? Heloł?

Mnie się wydaje, że jak będą mierzyć cały kraj swoją miarą, to nigdy nie będzie dobrze. Znam dziewczynę w moim wieku, która lata co niedzielę na mszę. Spowiada się, przyjmuje komunię. Do tego uprawia seks z chłopakiem (nie mężem), o którym mówi, że go nie kocha, a tabletek "dzień po" łykała już kilka. I tacy sami "bogobojni" hipokryci wymyślają prawa dla wszystkich! Dla tych, którzy wierzą w boga, i tym, którym to niepotrzebne. Wszyscy za to bekną. Nie można na to pozwolić!

Tu chodzi o to, żeby nie odbierać kobietom wyboru. Nie odbierać szansy na zdrowie czy życie. Decyzja o ciele kobiety powinna leżeć w jej gestii, a nie nawiedzonych starców i dewot z Wiejskiej. Lizać jaja klerowi można na inne sposoby, wara od macic Polek!

3-ego października kobiety solidarnie pokażą ile znaczą dla społeczeństwa. Czarny protest ma uzmysłowić, że z kobietami należy się liczyć, że są ważne! Przyłączcie się!

piątek, 16 września 2016

Krem dyniowy z pomarańczą i imbirem

Stawiam przed Wami miseczkę dymiącego kremu z dyni. Nakarmiłam nią dzisiaj malarza, który odnawia u nas okna i twierdził, że przepyszna, a jadł dynię w tej postaci pierwszy raz. Jeśli wielki, wytatuowany gość prawie wylizuje miskę, to znak, że smakowało! ;)
Zapewniam, że Wam też będzie! :)

Proporcje zależą od tego jak dużą dynię kupicie, zatem te, które podaję są mocno ogólnikowe. Moja dynia hokkaido była całkiem spora, a często gotuję z dużo mniejszych i dodatki ilościowo są podobne. Do tego trafiłam na bosko słodką sztukę, nadała zupie fantastyczny smak. Trzeba pamiętać, że nie każda dynia nadaje się do takiej zupy, zrobiłam ją kiedyś ze zwykłej, takiej, której wycina się uśmiech na halloween dla ozdoby i była bardzo blada tudzież nijaka w smaku, bo ciężko to inaczej określić. Musiałam długo doprawiać nim była zjadliwa. ;)
Do kremu tylko hakkaido!



KREM Z DYNI
dynia hokkaido,
1-2 pomarańcze (tylko sok, bez skórki!),
olej kokosowy nierafinowany (lub masło),
świeży imbir (ok. 3-4 łyżeczki startego, przy małej dyni 1-2),
1 puszka mleka kokosowego (min. 60% kokosa + woda),
bulion warzywny (używam z kostki, bo mam wegańskie, bez glutaminianów itp. zatem są spoko.), 
sól morska,
pieprz.

Dynię oczyścić ze skórki i nasion, pokroić w kostkę. W garnku podsmażyć na oleju (lub maśle) starty imbir, po chwili dorzucić dynię, wymieszać i zalać sokiem z wyciśniętych pomarańczy(jak wleci przy okazji miąższ to nic się nie stanie). Gotować ok. 2 minut, następnie dodać bulion - tylko tyle, by zakryć dynię. Gotować ok 10-15 minut, aż dynia zmięknie. Dodać mleko kokosowe i zblendować całość na gładko. Dodać soli i pieprzu do smaku. Gotowe!

Podawać z grzankami, posypane parmezanem, jeśli ktoś nie unika sera, ale do smaku wcale go nie potrzeba. To jest pyszne! :)

sobota, 10 września 2016

Wegańskie brownie (z cukinią)

Dziś przychodzę do Was z przepisem, który jest warty uwagi!
To brownie jest mega czekoladowe, mokre i smakuje wyśmienicie. Do tego jest tanie i szybko się robi, ale do rzeczy. :)





Piekarnik ustawcie na 190 st.C. W trakcie jak będzie się nagrzewał sporządźcie miksturę.

BROWNIE ( piec ok. 35 min. w 190 st.C)
2 szkl. startej na drobnych oczkach cukinii (= 2 małe cukinie),
5 łyżeczek kakao,
1 czubata szkl. mąki pszennej,
3/4 szkl. cukru,
szczypta soli,
1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią,
1 łyżka mąki sojowej rozrobiona w 2 łyżkach wody(zastępuje jajko, chyba można to zamienić z mąką kukurydzianą),
1 płaska łyżeczka kamienia winnego (lub proszku do pieczenia),
7 łyżeczek oleju kokosowego nierafinowanego,
1 tabliczka gorzkiej czekolady (min.70% kakao, 100g) + druga na polanie ciasta,
garść wiórków kokosowych do ciasta + duża garść chipsów kokosowych lub wiórków do posypania ciasta.

Olej kokosowy rozpuścić w kąpieli wodnej razem z jedną tabliczką czekolady. Wszystkie składniki zmiksować. Ciasto nie powinno być zbyt rzadkie, jeśli tak jest dodajcie mąki. Ciasto wrzucić na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i do rozgrzanego pieca na ok 35 minut. Trzeba sprawdzać na środku patyczkiem, jeśli nie zostanie na nim surowe ciasto to gotowe.
Po upieczeniu ciasto polać roztopioną czekoladą i posypać chipsami kokosowymi. 
  

Smacznego :)